MusicAider



Forgot your password?

pl

AUTOMATIZER

Don't have an account? Join us!Try automatizer
Start

PROFIL UŻYTKOWNIKA - Workaholic - Zespół

Avatar
Gatunki: Blues; Rock

nullnullnullnullnull

Statystyki wejść: 1415
Statystyki głosów:
1: 0%
2: 0%
3: 0%
4: 0%
5: 0%







Jestem na rynku muzycznym od:
2006

Kraj: Polska

Województwo: małopolskie

Miasto: Kraków

Gatunki: Blues; Rock


Informacje:


Historia:
Powstaje zespół

Po kilku spotkaniach w składzie gitara + klawisze jasne było, że aby powstał zespół potrzebujemy więcej kolegów. Wiadomo było od początku, że gitarę prowadzącą obejmie Leszek Mierzwa, z którym Jan grywał w czasach studenckich i potem przez lata okazjonalnie w tak zwanym zaciszu domowym… Na bas zwerbowany został inny Stary Druh – Grzegorz Dziadowiec, grający wcześniej z Janem w latach osiemdziesiątych w zespołach nurtu „piosenki studenckiej”. Wokal powierzyliśmy Krzysztofowi Gudzowi, ze względu na jego długie włosy, skórzaną kurtkę, harmonijkę i reputację rock'n’rollowca. Największy kłopot sprawiło nam znalezienie perkusisty. Po wyczerpujących przesłuchaniach, za pożyczoną od szwagra Krzyśka perkusją, usiadł Teodor Dobrzycki, polecony nam przez krakowskiego bluesmana i animatora nieodżałowanego klubu Stare Konie - Roberta Kuzianika. A Teodor przyprowadził ze sobą Paulę Potulską, zjawiskowe dziewczę z saksofonem, które zostało w bandzie na następne parę lat.
Aha, należy dodać, że pierwsze próby przeprowadzaliśmy w maleńkim pokoiku przy Alejach Krasińskiego. Może 15 metrów kwadratowych… Było głośno…

Początek
Zwykle zespoły zawiązują się ponieważ ktoś kogoś spotyka… Tak jak Jagger spotkał Richardsa albo Manzarek Morrisona. Na stacji kolejowej albo na plaży. Albo w innym miejscu… I tak było właśnie z Workaholicami. Któregoś sierpniowego dnia 2006 roku Purchla jadąc samochodem spotkał Pachciarka, który akurat stał na przystanku na Aleji 3ego Maja w Krakowie. Ponieważ znali się wcześniej z czasów studenckich (geologia), krótka wymiana zdań przez otwarte okno samochodu zaowocowała umówieniem się na jakieś prace zlecone. Stąd była już prosta droga do wymiany zdań:


(Jan) - A jak tam Tomku z muzyką? Grasz coś?
(Tomek) - Nie mam z kim… Kupiłem nowy keyboard, ale nikt już nie chce grać…
(Jan) - Jak to? Ja chcę! Przyjdę do Ciebie dzisiaj z gitarą!
(Tomek) - OK! Niech będzie o szóstej…

I tak to się zaczęło w mieszkaniu Tomasza przy Alei Krasińskiego w Krakowie. W sierpniu 2006… Zaczęło się w momencie, kiedy potrzeba powrotu do muzyki, do wypowiadania się przez dźwięki, stała się wręcz niezbędna do życia… *

*Pra-początek
5-6 miesięcy wcześniej Jan i Leszek, znający się jeszcze z okresu twórczości studenckiej (czyli bardzo długo), postanowili spróbować wrócić do dawnej koncepcji wspólnego rekreacyjnego grania – oczywiście w wymiarze czysto domowo – biurowym (spotkania z dwiema gitarami odbywały się bowiem bądź u Leszka w domu, bądź… w biurze pewnej znanej firmy usług geologicznych).
Odkurzaliśmy stare piosenki Jana, graliśmy jakieś bluesy, standardy. Po kilku takich próbach zaczęło to brzmieć, dawać coraz więcej frajdy muzycznej. Napięcie rosło, w tle pojawiały się jakieś mgliste plany - co z tym dalej… W maju Leszek z przyczyn zawodowych wyjechał z Krakowa, urwały się biurowo-domowe jam-sessions. Ale grunt był już przygotowany - spotkanie Purchli i Pachciarka było po prostu logiczną kontynuacją procesu, którego już nikt nie był w stanie zatrzymać!
Pierwsze miesiące

Workaholic w Starych Koniach 28.12.2006
Pierwsze miesiące po sformowaniu składu zostały poświęcone na opracowanie materiału oraz doposażenie się w instrumenty i sprzet nagłaśniający. To wówczas Purchla pojechał po second handowego Gibsona Les Paul do Łomży, zostały kupione pierwsze mikrofony, kolumny i wzmacniacze.
Początki nie były łatwe, ale powoli z chaosu zaczęła powstawać koncepcja grania i koncepcja repertuarowa. Blues and beyond... No i zespół się nazwał!
W głosowaniu, po rozpatrzeniu kilkunastu (może kilkudziesięciu) propozycji została wybrana nazwa WORKAHOLIC. Czemu ta? Kilka przyczyn, a najważniejsza to dlatego, że wszyscy jednak dość dużo pracujemy poza graniem.
Pierwszy koncert Workaholic odbył się 28 grudnia 2006 roku w klubie Stare Konie, dzięki życzliwości Roberta Kuzianika i przy pomocy niezawodnego Rafała Maciąga, sympatyka zespołu, który zapewnił nam oświetlenie i, co więcej, dostarczył maszynę do robienia dymu!
Zagraliśmy dwa sety dla licznie zgromadzonej publiczności, złożonej głównie z naszych Przyjaciół i znajomych. Oczywiście byliśmy bardzo przejęci i chyba też bardzo zadowoleni z siebie… Po wielu latach znowu na scenie… Było wspaniale, choć później, odsłuchując nagranie z koncertu nabraliśmy szczególnego szacunku dla publiczności, która życzliwie wysłuchała to, co w danym momencie zespół miał do zaproponowania…
A więc do pracy Workaholicy!

Przez dwa pierwsze lata działalności Workaholicy zagrali 38 koncertów, z czego większość w krakowskim klubie Kornet, który stał się niejako domem WH, a z kolei WH „home bandem” Kornetu. Inne miejsca, w których graliśmy to: Stare Konie, U Plastyków, Jazz Klub Kamienna, Klub OKO (nieistniejący, na Podgórzu), Garncarska 5 (nie istnieje), Padre (Piwnica u Św. Norberta). W nagłośnieniu koncertów bardzo pomaga nam Boguś Majka, który zostaje nominalnym akustykiem zespołu. Wiosną 2008 Boguś dokonuje również pierwszych nagrań zespołu w warunkach studia domowego. Lepiej przygotowani nagrywamy jesienią 2008 pierwsze „Demo” przy pomocy Tomka Morawika. Materiał na demo zarejestrowany został w podziemiach Energoprojektu, które od jesieni 2007 stały się miejscem naszych prób.
Zaplecze techniczne:
Bogusław Majka
Funkcja: akustyk


Liczba członków zespołu: 6

Skład zespołu:

Jan Purchla
wokal, gitara, autor tekstów
Historia:

Od najmłodszych lat związany z muzyką. Pierwszych muzycznych doświadczeń nabierał poprzez otwarte okna legendarnego krakowskiego klubu Helikon, słuchając fragmentów koncertów w trakcie wieczornych spacerów z ojcem. Pierwsze próby wydobywania dźwięków z gitary ojca miały miejsce w głębokiej szkole podstawowej. Później przyszła kolej na gitary kolegów z harcerstwa na obozach i ogniskach…
Konsekwentna odmowa nauki muzyki w którejś ze szkół muzycznych… Absolutny gitarowy self made man, no może za wyjątkiem kilku dobrych tricków, podpatrzonych u Leszka. Pierwsze doświadczenia muzyczne w liceum - oprawa muzyczna szkolnych uroczystości (bynajmniej nie tych oficjalnych).
Od początku studiów aktywny na krakowskiej scenie tzw. „piosenki studenckiej”, organizator formacji „Porozumienie Uniwersalne” i „Park Jordana”, z którymi gra w klubach studenckich Krakowa, ale też na wakacyjnych występach w Przemyślu, Gorlicach, Wysowej, Bochni.
Po latach powraca do muzyki z koncepcją grania elektrycznego i zakłada zespół Workaholic. Wokalista bo musi…
Autor słów i muzyki do kilkudziesięciu piosenek. I ma nadzieję na drugie tyle…




Leszek Mierzwa
gitara
Historia:

Zafascynowany gitarą od… zawsze.
W liceum główny performer na wszelkich towarzyskich imprezach, wyjazdach, ogniskach… w bardzo ambitnym repertuarze.
Jeszcze przed maturą pierwszy kontakt z elektrycznym, zespołowym graniem, w ramach działalności pewnego domu kultury w Lublinie. Ówczesne fascynacje gitarowe to oczywiście Ritchie Blackmore, Jimi Hendrix, Jimi Page, ale też muzycy fusion tacy jak Bill Connors czy John McLaughlin.
Studia w Krakowie (AGH) to okres fascynacji jazzem akustycznym. Wspólnie z wybitnym krakowskim gitarzystą, niestety już nieżyjącym, Andrzejem Byjosiem tworzą duet gitar „Derby” – pod parasolem Agencji Koncertowej krakowskiego oddziału PSJ występują w miejscach prestiżowych i całkowicie nieznanych - od Leska i Sanoka po Zgorzelec. Wyróżnieni na krakowskim Jazz Juniors, biorą udział w konkursie Jazz nad Odrą.
Dobrze wspomina epizod wspólnego grania z formacją Jana Purchli – Park Jordana.
Po latach, inspirując się wzajemnie z Janem, zasila formację Workaholików – odpowiedzialny za kilka bluesów, może coś jeszcze przyniesie na próbę…




Tomasz Pachciarek
pianino
Historia:

Tomasz z zasady jest małomówny, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to najbardziej milczący Workaholic. Ze strzępów informacji, które udało nam się wyciągnąć wynika, że „przygodę” z muzyką rozpoczął od śpiewu. To właśnie w młodości, gdy śpiewał u Stuligrosza, Tomek zdobył podstawowe wiadomości muzyczne. Trzeba przyznać, że dusza wokalisty ukryta jest w Tomku bardzo głęboko, ponieważ żaden Workaholic nie słyszał śpiewu naszego „klawiszowca”. Sam Tomasz wyznaje, że bardziej niż śpiew, interesowały go szkolne pianina, na których lubił „brzdąkać” w wolnym czasie.
Przypadek sprawił, że po wyjeździe na studia do Krakowa, pozbawiony instrumentu, oraz utwierdzony w przekonaniu, iż jazz, którego słuchał od wczesnej młodości, jest zbyt trudny do grania, zarzucił na jakiś czas karierę muzyka.
Trzeba podkreślić, że choć w czasie studiów już nie grał, to jednak poświęcił się intensywnemu słuchaniu muzyki jazzowej i nie tylko jazzowej, a kolekcję płyt ma naprawdę imponującą. Każdy reglamentowany w PRL-u wyjazd za granicę wykorzystywał dla studiowania Who With Who, czytając okładki płyt.
Przeżywszy wiele lat bez dźwięków, Tomek postanowił powrócić do gry na instrumentach klawiszowych, bo jak długo można tylko słuchać muzyki.
Któregoś dnia, może w maju, gdzieś w pobliżu krakowskich Błoń, zawołał go kolega z lat studenckich, gitarzysta i autor piosenek. Wtedy właśnie miał miejsce legendarny dialog:
(Jan) - A jak tam Tomku z muzyką? Grasz coś?
(Tomek) - Nie mam z kim… Kupiłem nowy keyboard, ale nikt już nie chce grać…
(Jan) - Jak to? Ja chcę! Przyjdę do Ciebie dzisiaj z gitarą!
(Tomek) - OK! Niech będzie o szóstej…

Kilka tygodni później powstał zespół Workaholic….
Tomek jest miłośnikiem klasycznych rozwiązań harmonicznych, co skrzętnie przemyca do muzyki Workaholic.




Grzegorz Piećko
gitara basowa
Historia:

Na gitarze basowej gra właściwie od zawsze, a przynajmniej od momentu, kiedy był w stanie udźwignąć futerał z instrumentem. Pierwsze muzyczne kroki Grześka związane były z bluesową formacją, którą tworzył wraz z przyjaciółmi w rodzinnym Sokołowie Podlaskim. Kiedy przygoda zaczęła przeradzać się w prawdziwą pasję, pod wpływem koncertu znakomitego wokalisty Marka Bałata, pojawiło się zainteresowanie muzyką jazzową. Niedługo później (mając 19 lat) Grzegorz postanowił zabrać gitarę i przyjechać do Krakowa by tutaj, w Akademii Muzyki Rozrywkowej i Jazzu Grzegorza Motyki, kontynuować edukację. Pod czujnym okiem doskonałego pedagoga i kontrabasisty Marka Janickiego, Grzegorz rozwijał swoje umiejętności.
Przyjazd do Krakowa był okazją do nawiązania licznych kontaktów zawodowych. Jednym z pierwszych była znajomość z Jackiem Gaworem, której owocem stała się grupa „Jaro Band”. Z grupą tą współpracowało wielu znakomitych muzyków (Janusz Witko, Aleksander Glondys, Leszek Szczerba, Marcin Ślusarczyk, Jerzy Piaskowski, Wojciech Fedkowicz, Kostek Donskoj, Filip Woźniak, Michał Peiker, Sebastian Perłowski, Jarema Pogwizd, Maciej Pichliński i wielu innych). Mimo coraz żywszego rozwoju zespołowego Grzegorz nie zaprzestał edukacji, na swojej artystycznej drodze spotkał bowiem mistrza kontrabasu - Jana Gonciarczyka, u którego pobierał lekcje.
W roku 2004 Grzegorz zainicjował projekt „Soul Fever”, w którego składzie znaleźli się także perkusista Grzegorz Sycz i gitarzysta Norbert Pajek. Początkowo grupa pozostawała pod wpływem „elektrycznego jazzu”, a podsumowaniem działalności było nagranie materiału w prywatnym studio, u doskonałego pianisty i inżyniera dźwięku - Jurka Piaskowskiego.
Z biegiem czasu formacja „Soul Fever” ewoluowała i tak oto Grzegorz będąc już w pełni dojrzałym artystycznie muzykiem - instrumentalistą, rozpoczął współpracę z muzykami młodego pokolenia, jak choćby perkusista- Michał Tincel, gitarzysta - Łukasz Aksamit czy saksofonista - Marek Batorski. Zespół „Soul Fever” zyskał nowe, świeże brzmienie i przeistoczył się w formację „Soul Colective”.
Niedługo później droga artystyczna Grzesia zbiegła się z drogami znakomitego trębacza - Waldka Gołębskiego i świetnego perkusisty Tasosa Bolovinisa, a od momentu nawiązania współpracy z tymi artystami, już tylko niewielki krok dzielił go od zaistnienia w zespole Workaholic.
Muzyka wypełnia każdy dzień Grześka. Należy dodać, że poza żmudnym, wielogodzinnym doskonaleniem umiejętności instrumentalisty, Grześ trudni się także działalnością kompozytorską (oczywiście w zakresie muzyki jazzowej). Nasz basista zdradził nam także, że lubi biegać (po piwo - przyp. red).
Obecnie oprócz basowania w WH, Grzegorz współtworzy znakomita formację jazzową M.G.R. Jazz Friends, grając w niej z M. Batorskim, A. Ciborowskim i G. Szydłakiem.




Bart Kuraś
bęśny
Historia:

Samouk. Przygodę z muzyką rozpoczął pod koniec podstawówki. Garażowe zespoły i granie "do kaseciaka" zna chyba każdy początkujący "muzyk". Najpierw był (oczywiście) blues, potem rock i metal, by powrócić do korzeni za sprawą, jak zwykle, przypadku.

W 2009 roku dostał propozycję od Jana Purchli, aby dołączyć do składu Workaholic. Zespół był właśnie w trakcie drobnej reorganizacji - basistę zastąpił Teodor Dobrzycki, grający do tej pory na perkusji. Zostało wolne miejsce...

Nie szukając daleko, padło na Barta - kolegę Teodora z innej formacji.
Jak sam mówi:
"Pomimo zainteresowania nieco cięższą muzyką, chętnie gram z kolegami z Workaholic. Granie z tak dobrymi muzykami cieszy i rozwija, a to w końcu jest kwintesencją muzykowania".

Obecnie Bart udziela się jeszcze na stałe z zespołem "Daj Spokój". Okazjonalnie grywa z różnymi zespołami i na muzycznych dżemach.




Piotr Kosieradzki
skrzypce
Historia:

Najmłodszy stażem muzyk w zespole Workaholic…
Zaczął współpracę z zespołem w styczniu 2012 roku. Gra na skrzypcach od 7 roku życia. Po ukończeniu średniej szkoły muzycznej, poszedł drogą w kierunku "muzyki rozrywkowej", udzielając się w różnych stylach i formacjach. Stały uczestnik słynnych jam session w Klubie Jaszczury, co zaowocowało założeniem grupy muzycznej Inferno (funky jazz). W zespole tym grał z takimi muzykami jak Ryszard Idzi, Adam Mikos, Mariusz Pędziałek, Zbigniew Karkowski oraz Ryszard Wołowiec (dawne dobre czasy). Wraz z kolegami tworzył ilustracje muzyczne dla Teatru Inferno, prowadzonego przez Jacka Schoena.
Dostrzeżony w roku 1974 na Jarmarku jazzowym w Warszawie, zdobył nagrodę w postaci zaproszenia do wzięcia udziału w warsztatach jazzowych w Chodzieży, gdzie pobierał lekcje u wielu znakomitych muzyków (Jaremko, Miśkiewicz, Suchanek...)
Współpracował również m.in. z Nataszą Czarmińską, Ryszardem Styłą, Krzysztofem Ścierańskim oraz wieloma muzykami z krakowskiego świata jazzu i muzyki rozrywkowej, biorąc udział w wielu projektach i koncertach muzycznych. Bardzo sobie chwali obecną współpracę z Workaholicami - "Tu znalazłem swoje muzyczne miejsce!"





Preferowane miejsca na koncerty i oczekiwane wynagrodzenie dla zespołu:

Kluby

Sale koncertowe

Plener

Imprezy zamknięte


Data powstania: 2006
Kraj: Polska
Województwo: małopolskie
Miasto: Kraków

Strona WWW: http://www.workaholic.org.pl/

Członkowie:

Jan Purchla
wokal, gitara, autor tekstów
Historia: Pokaż historię

Od najmłodszych lat związany z muzyką. Pierwszych muzycznych doświadczeń nabierał poprzez otwarte okna legendarnego krakowskiego klubu Helikon, słuchając fragmentów koncertów w trakcie wieczornych spacerów z ojcem. Pierwsze próby wydobywania dźwięków z gitary ojca miały miejsce w głębokiej szkole podstawowej. Później przyszła kolej na gitary kolegów z harcerstwa na obozach i ogniskach… Konsekwentna odmowa nauki muzyki w którejś ze szkół muzycznych… Absolutny gitarowy self made man, no może za wyjątkiem kilku dobrych tricków, podpatrzonych u Leszka. Pierwsze doświadczenia muzyczne w liceum - oprawa muzyczna szkolnych uroczystości (bynajmniej nie tych oficjalnych). Od początku studiów aktywny na krakowskiej scenie tzw. „piosenki studenckiej”, organizator formacji „Porozumienie Uniwersalne” i „Park Jordana”, z którymi gra w klubach studenckich Krakowa, ale też na wakacyjnych występach w Przemyślu, Gorlicach, Wysowej, Bochni. Po latach powraca do muzyki z koncepcją grania elektrycznego i zakłada zespół Workaholic. Wokalista bo musi… Autor słów i muzyki do kilkudziesięciu piosenek. I ma nadzieję na drugie tyle…



Leszek Mierzwa
gitara
Historia: Pokaż historię

Zafascynowany gitarą od… zawsze. W liceum główny performer na wszelkich towarzyskich imprezach, wyjazdach, ogniskach… w bardzo ambitnym repertuarze. Jeszcze przed maturą pierwszy kontakt z elektrycznym, zespołowym graniem, w ramach działalności pewnego domu kultury w Lublinie. Ówczesne fascynacje gitarowe to oczywiście Ritchie Blackmore, Jimi Hendrix, Jimi Page, ale też muzycy fusion tacy jak Bill Connors czy John McLaughlin. Studia w Krakowie (AGH) to okres fascynacji jazzem akustycznym. Wspólnie z wybitnym krakowskim gitarzystą, niestety już nieżyjącym, Andrzejem Byjosiem tworzą duet gitar „Derby” – pod parasolem Agencji Koncertowej krakowskiego oddziału PSJ występują w miejscach prestiżowych i całkowicie nieznanych - od Leska i Sanoka po Zgorzelec. Wyróżnieni na krakowskim Jazz Juniors, biorą udział w konkursie Jazz nad Odrą. Dobrze wspomina epizod wspólnego grania z formacją Jana Purchli – Park Jordana. Po latach, inspirując się wzajemnie z Janem, zasila formację Workaholików – odpowiedzialny za kilka bluesów, może coś jeszcze przyniesie na próbę…



Tomasz Pachciarek
pianino
Historia: Pokaż historię

Tomasz z zasady jest małomówny, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to najbardziej milczący Workaholic. Ze strzępów informacji, które udało nam się wyciągnąć wynika, że „przygodę” z muzyką rozpoczął od śpiewu. To właśnie w młodości, gdy śpiewał u Stuligrosza, Tomek zdobył podstawowe wiadomości muzyczne. Trzeba przyznać, że dusza wokalisty ukryta jest w Tomku bardzo głęboko, ponieważ żaden Workaholic nie słyszał śpiewu naszego „klawiszowca”. Sam Tomasz wyznaje, że bardziej niż śpiew, interesowały go szkolne pianina, na których lubił „brzdąkać” w wolnym czasie. Przypadek sprawił, że po wyjeździe na studia do Krakowa, pozbawiony instrumentu, oraz utwierdzony w przekonaniu, iż jazz, którego słuchał od wczesnej młodości, jest zbyt trudny do grania, zarzucił na jakiś czas karierę muzyka. Trzeba podkreślić, że choć w czasie studiów już nie grał, to jednak poświęcił się intensywnemu słuchaniu muzyki jazzowej i nie tylko jazzowej, a kolekcję płyt ma naprawdę imponującą. Każdy reglamentowany w PRL-u wyjazd za granicę wykorzystywał dla studiowania Who With Who, czytając okładki płyt. Przeżywszy wiele lat bez dźwięków, Tomek postanowił powrócić do gry na instrumentach klawiszowych, bo jak długo można tylko słuchać muzyki. Któregoś dnia, może w maju, gdzieś w pobliżu krakowskich Błoń, zawołał go kolega z lat studenckich, gitarzysta i autor piosenek. Wtedy właśnie miał miejsce legendarny dialog: (Jan) - A jak tam Tomku z muzyką? Grasz coś? (Tomek) - Nie mam z kim… Kupiłem nowy keyboard, ale nikt już nie chce grać… (Jan) - Jak to? Ja chcę! Przyjdę do Ciebie dzisiaj z gitarą! (Tomek) - OK! Niech będzie o szóstej… Kilka tygodni później powstał zespół Workaholic…. Tomek jest miłośnikiem klasycznych rozwiązań harmonicznych, co skrzętnie przemyca do muzyki Workaholic.



Grzegorz Piećko
gitara basowa
Historia: Pokaż historię

Na gitarze basowej gra właściwie od zawsze, a przynajmniej od momentu, kiedy był w stanie udźwignąć futerał z instrumentem. Pierwsze muzyczne kroki Grześka związane były z bluesową formacją, którą tworzył wraz z przyjaciółmi w rodzinnym Sokołowie Podlaskim. Kiedy przygoda zaczęła przeradzać się w prawdziwą pasję, pod wpływem koncertu znakomitego wokalisty Marka Bałata, pojawiło się zainteresowanie muzyką jazzową. Niedługo później (mając 19 lat) Grzegorz postanowił zabrać gitarę i przyjechać do Krakowa by tutaj, w Akademii Muzyki Rozrywkowej i Jazzu Grzegorza Motyki, kontynuować edukację. Pod czujnym okiem doskonałego pedagoga i kontrabasisty Marka Janickiego, Grzegorz rozwijał swoje umiejętności. Przyjazd do Krakowa był okazją do nawiązania licznych kontaktów zawodowych. Jednym z pierwszych była znajomość z Jackiem Gaworem, której owocem stała się grupa „Jaro Band”. Z grupą tą współpracowało wielu znakomitych muzyków (Janusz Witko, Aleksander Glondys, Leszek Szczerba, Marcin Ślusarczyk, Jerzy Piaskowski, Wojciech Fedkowicz, Kostek Donskoj, Filip Woźniak, Michał Peiker, Sebastian Perłowski, Jarema Pogwizd, Maciej Pichliński i wielu innych). Mimo coraz żywszego rozwoju zespołowego Grzegorz nie zaprzestał edukacji, na swojej artystycznej drodze spotkał bowiem mistrza kontrabasu - Jana Gonciarczyka, u którego pobierał lekcje. W roku 2004 Grzegorz zainicjował projekt „Soul Fever”, w którego składzie znaleźli się także perkusista Grzegorz Sycz i gitarzysta Norbert Pajek. Początkowo grupa pozostawała pod wpływem „elektrycznego jazzu”, a podsumowaniem działalności było nagranie materiału w prywatnym studio, u doskonałego pianisty i inżyniera dźwięku - Jurka Piaskowskiego. Z biegiem czasu formacja „Soul Fever” ewoluowała i tak oto Grzegorz będąc już w pełni dojrzałym artystycznie muzykiem - instrumentalistą, rozpoczął współpracę z muzykami młodego pokolenia, jak choćby perkusista- Michał Tincel, gitarzysta - Łukasz Aksamit czy saksofonista - Marek Batorski. Zespół „Soul Fever” zyskał nowe, świeże brzmienie i przeistoczył się w formację „Soul Colective”. Niedługo później droga artystyczna Grzesia zbiegła się z drogami znakomitego trębacza - Waldka Gołębskiego i świetnego perkusisty Tasosa Bolovinisa, a od momentu nawiązania współpracy z tymi artystami, już tylko niewielki krok dzielił go od zaistnienia w zespole Workaholic. Muzyka wypełnia każdy dzień Grześka. Należy dodać, że poza żmudnym, wielogodzinnym doskonaleniem umiejętności instrumentalisty, Grześ trudni się także działalnością kompozytorską (oczywiście w zakresie muzyki jazzowej). Nasz basista zdradził nam także, że lubi biegać (po piwo - przyp. red). Obecnie oprócz basowania w WH, Grzegorz współtworzy znakomita formację jazzową M.G.R. Jazz Friends, grając w niej z M. Batorskim, A. Ciborowskim i G. Szydłakiem.



Bart Kuraś
bęśny
Historia: Pokaż historię

Samouk. Przygodę z muzyką rozpoczął pod koniec podstawówki. Garażowe zespoły i granie "do kaseciaka" zna chyba każdy początkujący "muzyk". Najpierw był (oczywiście) blues, potem rock i metal, by powrócić do korzeni za sprawą, jak zwykle, przypadku. W 2009 roku dostał propozycję od Jana Purchli, aby dołączyć do składu Workaholic. Zespół był właśnie w trakcie drobnej reorganizacji - basistę zastąpił Teodor Dobrzycki, grający do tej pory na perkusji. Zostało wolne miejsce... Nie szukając daleko, padło na Barta - kolegę Teodora z innej formacji. Jak sam mówi: "Pomimo zainteresowania nieco cięższą muzyką, chętnie gram z kolegami z Workaholic. Granie z tak dobrymi muzykami cieszy i rozwija, a to w końcu jest kwintesencją muzykowania". Obecnie Bart udziela się jeszcze na stałe z zespołem "Daj Spokój". Okazjonalnie grywa z różnymi zespołami i na muzycznych dżemach.



Piotr Kosieradzki
skrzypce
Historia: Pokaż historię

Najmłodszy stażem muzyk w zespole Workaholic… Zaczął współpracę z zespołem w styczniu 2012 roku. Gra na skrzypcach od 7 roku życia. Po ukończeniu średniej szkoły muzycznej, poszedł drogą w kierunku "muzyki rozrywkowej", udzielając się w różnych stylach i formacjach. Stały uczestnik słynnych jam session w Klubie Jaszczury, co zaowocowało założeniem grupy muzycznej Inferno (funky jazz). W zespole tym grał z takimi muzykami jak Ryszard Idzi, Adam Mikos, Mariusz Pędziałek, Zbigniew Karkowski oraz Ryszard Wołowiec (dawne dobre czasy). Wraz z kolegami tworzył ilustracje muzyczne dla Teatru Inferno, prowadzonego przez Jacka Schoena. Dostrzeżony w roku 1974 na Jarmarku jazzowym w Warszawie, zdobył nagrodę w postaci zaproszenia do wzięcia udziału w warsztatach jazzowych w Chodzieży, gdzie pobierał lekcje u wielu znakomitych muzyków (Jaremko, Miśkiewicz, Suchanek...) Współpracował również m.in. z Nataszą Czarmińską, Ryszardem Styłą, Krzysztofem Ścierańskim oraz wieloma muzykami z krakowskiego świata jazzu i muzyki rozrywkowej, biorąc udział w wielu projektach i koncertach muzycznych. Bardzo sobie chwali obecną współpracę z Workaholicami - "Tu znalazłem swoje muzyczne miejsce!"



Historia:

Powstaje zespół

Po kilku spotkaniach w składzie gitara + klawisze jasne było, że aby powstał zespół potrzebujemy więcej kolegów. Wiadomo było od początku, że gitarę prowadzącą obejmie Leszek Mierzwa, z którym Jan grywał w czasach studenckich i potem przez lata okazjonalnie w tak zwanym zaciszu domowym… Na bas zwerbowany został inny Stary Druh – Grzegorz Dziadowiec, grający wcześniej z Janem w latach osiemdziesiątych w zespołach nurtu „piosenki studenckiej”. Wokal powierzyliśmy Krzysztofowi Gudzowi, ze względu na jego długie włosy, skórzaną kurtkę, harmonijkę i reputację rock'n’rollowca. Największy kłopot sprawiło nam znalezienie perkusisty. Po wyczerpujących przesłuchaniach, za pożyczoną od szwagra Krzyśka perkusją, usiadł Teodor Dobrzycki, polecony nam przez krakowskiego bluesmana i animatora nieodżałowanego klubu Stare Konie - Roberta Kuzianika. A Teodor przyprowadził ze sobą Paulę Potulską, zjawiskowe dziewczę z saksofonem, które zostało w bandzie na następne parę lat.
Aha, należy dodać, że pierwsze próby przeprowadzaliśmy w maleńkim pokoiku przy Alejach Krasińskiego. Może 15 metrów kwadratowych… Było głośno…

Początek
Zwykle zespoły zawiązują się ponieważ ktoś kogoś spotyka… Tak jak Jagger spotkał Richardsa albo Manzarek Morrisona. Na stacji kolejowej albo na plaży. Albo w innym miejscu… I tak było właśnie z Workaholicami. Któregoś sierpniowego dnia 2006 roku Purchla jadąc samochodem spotkał Pachciarka, który akurat stał na przystanku na Aleji 3ego Maja w Krakowie. Ponieważ znali się wcześniej z czasów studenckich (geologia), krótka wymiana zdań przez otwarte okno samochodu zaowocowała umówieniem się na jakieś prace zlecone. Stąd była już prosta droga do wymiany zdań:


(Jan) - A jak tam Tomku z muzyką? Grasz coś?
(Tomek) - Nie mam z kim… Kupiłem nowy keyboard, ale nikt już nie chce grać…
(Jan) - Jak to? Ja chcę! Przyjdę do Ciebie dzisiaj z gitarą!
(Tomek) - OK! Niech będzie o szóstej…

I tak to się zaczęło w mieszkaniu Tomasza przy Alei Krasińskiego w Krakowie. W sierpniu 2006… Zaczęło się w momencie, kiedy potrzeba powrotu do muzyki, do wypowiadania się przez dźwięki, stała się wręcz niezbędna do życia… *

*Pra-początek
5-6 miesięcy wcześniej Jan i Leszek, znający się jeszcze z okresu twórczości studenckiej (czyli bardzo długo), postanowili spróbować wrócić do dawnej koncepcji wspólnego rekreacyjnego grania – oczywiście w wymiarze czysto domowo – biurowym (spotkania z dwiema gitarami odbywały się bowiem bądź u Leszka w domu, bądź… w biurze pewnej znanej firmy usług geologicznych).
Odkurzaliśmy stare piosenki Jana, graliśmy jakieś bluesy, standardy. Po kilku takich próbach zaczęło to brzmieć, dawać coraz więcej frajdy muzycznej. Napięcie rosło, w tle pojawiały się jakieś mgliste plany - co z tym dalej… W maju Leszek z przyczyn zawodowych wyjechał z Krakowa, urwały się biurowo-domowe jam-sessions. Ale grunt był już przygotowany - spotkanie Purchli i Pachciarka było po prostu logiczną kontynuacją procesu, którego już nikt nie był w stanie zatrzymać!
Pierwsze miesiące

Workaholic w Starych Koniach 28.12.2006
Pierwsze miesiące po sformowaniu składu zostały poświęcone na opracowanie materiału oraz doposażenie się w instrumenty i sprzet nagłaśniający. To wówczas Purchla pojechał po second handowego Gibsona Les Paul do Łomży, zostały kupione pierwsze mikrofony, kolumny i wzmacniacze.
Początki nie były łatwe, ale powoli z chaosu zaczęła powstawać koncepcja grania i koncepcja repertuarowa. Blues and beyond... No i zespół się nazwał!
W głosowaniu, po rozpatrzeniu kilkunastu (może kilkudziesięciu) propozycji została wybrana nazwa WORKAHOLIC. Czemu ta? Kilka przyczyn, a najważniejsza to dlatego, że wszyscy jednak dość dużo pracujemy poza graniem.
Pierwszy koncert Workaholic odbył się 28 grudnia 2006 roku w klubie Stare Konie, dzięki życzliwości Roberta Kuzianika i przy pomocy niezawodnego Rafała Maciąga, sympatyka zespołu, który zapewnił nam oświetlenie i, co więcej, dostarczył maszynę do robienia dymu!
Zagraliśmy dwa sety dla licznie zgromadzonej publiczności, złożonej głównie z naszych Przyjaciół i znajomych. Oczywiście byliśmy bardzo przejęci i chyba też bardzo zadowoleni z siebie… Po wielu latach znowu na scenie… Było wspaniale, choć później, odsłuchując nagranie z koncertu nabraliśmy szczególnego szacunku dla publiczności, która życzliwie wysłuchała to, co w danym momencie zespół miał do zaproponowania…
A więc do pracy Workaholicy!

Przez dwa pierwsze lata działalności Workaholicy zagrali 38 koncertów, z czego większość w krakowskim klubie Kornet, który stał się niejako domem WH, a z kolei WH „home bandem” Kornetu. Inne miejsca, w których graliśmy to: Stare Konie, U Plastyków, Jazz Klub Kamienna, Klub OKO (nieistniejący, na Podgórzu), Garncarska 5 (nie istnieje), Padre (Piwnica u Św. Norberta). W nagłośnieniu koncertów bardzo pomaga nam Boguś Majka, który zostaje nominalnym akustykiem zespołu. Wiosną 2008 Boguś dokonuje również pierwszych nagrań zespołu w warunkach studia domowego. Lepiej przygotowani nagrywamy jesienią 2008 pierwsze „Demo” przy pomocy Tomka Morawika. Materiał na demo zarejestrowany został w podziemiach Energoprojektu, które od jesieni 2007 stały się miejscem naszych prób.
Pokaż

O artyście:

<br>












<br><b>Historia:</b><br>
Powstaje zespół<br />
<br />
Po kilku spotkaniach w składzie gitara + klawisze jasne było, że aby powstał zespół potrzebujemy więcej kolegów. Wiadomo było od początku, że gitarę prowadzącą obejmie Leszek Mierzwa, z którym Jan grywał w czasach studenckich i potem przez lata okazjonalnie w tak zwanym zaciszu domowym… Na bas zwerbowany został inny Stary Druh – Grzegorz Dziadowiec, grający wcześniej z Janem w latach osiemdziesiątych w zespołach nurtu „piosenki studenckiej”. Wokal powierzyliśmy Krzysztofowi Gudzowi, ze względu na jego długie włosy, skórzaną kurtkę, harmonijkę i reputację rock'n’rollowca. Największy kłopot sprawiło nam znalezienie perkusisty. Po wyczerpujących przesłuchaniach, za pożyczoną od szwagra Krzyśka perkusją, usiadł Teodor Dobrzycki, polecony nam przez krakowskiego bluesmana i animatora nieodżałowanego klubu Stare Konie - Roberta Kuzianika. A Teodor przyprowadził ze sobą Paulę Potulską, zjawiskowe dziewczę z saksofonem, które zostało w bandzie na następne parę lat.<br />
Aha, należy dodać, że pierwsze próby przeprowadzaliśmy w maleńkim pokoiku przy Alejach Krasińskiego. Może 15 metrów kwadratowych… Było głośno…<br />
<br />
Początek<br />
Zwykle zespoły zawiązują się ponieważ ktoś kogoś spotyka… Tak jak Jagger spotkał Richardsa albo Manzarek Morrisona. Na stacji kolejowej albo na plaży. Albo w innym miejscu… I tak było właśnie z Workaholicami. Któregoś sierpniowego dnia 2006 roku Purchla jadąc samochodem spotkał Pachciarka, który akurat stał na przystanku na Aleji 3ego Maja w Krakowie. Ponieważ znali się wcześniej z czasów studenckich (geologia), krótka wymiana zdań przez otwarte okno samochodu zaowocowała umówieniem się na jakieś prace zlecone. Stąd była już prosta droga do wymiany zdań:<br />
<br />
<br />
(Jan) - A jak tam Tomku z muzyką? Grasz coś?<br />
(Tomek) - Nie mam z kim… Kupiłem nowy keyboard, ale nikt już nie chce grać…<br />
(Jan) - Jak to? Ja chcę! Przyjdę do Ciebie dzisiaj z gitarą!<br />
(Tomek) - OK! Niech będzie o szóstej…<br />
<br />
I tak to się zaczęło w mieszkaniu Tomasza przy Alei Krasińskiego w Krakowie. W sierpniu 2006… Zaczęło się w momencie, kiedy potrzeba powrotu do muzyki, do wypowiadania się przez dźwięki, stała się wręcz niezbędna do życia… *<br />
<br />
*Pra-początek<br />
5-6 miesięcy wcześniej Jan i Leszek, znający się jeszcze z okresu twórczości studenckiej (czyli bardzo długo), postanowili spróbować wrócić do dawnej koncepcji wspólnego rekreacyjnego grania – oczywiście w wymiarze czysto domowo – biurowym (spotkania z dwiema gitarami odbywały się bowiem bądź u Leszka w domu, bądź… w biurze pewnej znanej firmy usług geologicznych).<br />
Odkurzaliśmy stare piosenki Jana, graliśmy jakieś bluesy, standardy. Po kilku takich próbach zaczęło to brzmieć, dawać coraz więcej frajdy muzycznej. Napięcie rosło, w tle pojawiały się jakieś mgliste plany - co z tym dalej… W maju Leszek z przyczyn zawodowych wyjechał z Krakowa, urwały się biurowo-domowe jam-sessions. Ale grunt był już przygotowany - spotkanie Purchli i Pachciarka było po prostu logiczną kontynuacją procesu, którego już nikt nie był w stanie zatrzymać!<br />
Pierwsze miesiące<br />
<br />
Workaholic w Starych Koniach 28.12.2006<br />
Pierwsze miesiące po sformowaniu składu zostały poświęcone na opracowanie materiału oraz doposażenie się w instrumenty i sprzet nagłaśniający. To wówczas Purchla pojechał po second handowego Gibsona Les Paul do Łomży, zostały kupione pierwsze mikrofony, kolumny i wzmacniacze.<br />
Początki nie były łatwe, ale powoli z chaosu zaczęła powstawać koncepcja grania i koncepcja repertuarowa. Blues and beyond... No i zespół się nazwał!<br />
W głosowaniu, po rozpatrzeniu kilkunastu (może kilkudziesięciu) propozycji została wybrana nazwa WORKAHOLIC. Czemu ta? Kilka przyczyn, a najważniejsza to dlatego, że wszyscy jednak dość dużo pracujemy poza graniem.<br />
Pierwszy koncert Workaholic odbył się 28 grudnia 2006 roku w klubie Stare Konie, dzięki życzliwości Roberta Kuzianika i przy pomocy niezawodnego Rafała Maciąga, sympatyka zespołu, który zapewnił nam oświetlenie i, co więcej, dostarczył maszynę do robienia dymu!<br />
Zagraliśmy dwa sety dla licznie zgromadzonej publiczności, złożonej głównie z naszych Przyjaciół i znajomych. Oczywiście byliśmy bardzo przejęci i chyba też bardzo zadowoleni z siebie… Po wielu latach znowu na scenie… Było wspaniale, choć później, odsłuchując nagranie z koncertu nabraliśmy szczególnego szacunku dla publiczności, która życzliwie wysłuchała to, co w danym momencie zespół miał do zaproponowania…<br />
A więc do pracy Workaholicy!<br />
<br />
Przez dwa pierwsze lata działalności Workaholicy zagrali 38 koncertów, z czego większość w krakowskim klubie Kornet, który stał się niejako domem WH, a z kolei WH „home bandem” Kornetu. Inne miejsca, w których graliśmy to: Stare Konie, U Plastyków, Jazz Klub Kamienna, Klub OKO (nieistniejący, na Podgórzu), Garncarska 5 (nie istnieje), Padre (Piwnica u Św. Norberta). W nagłośnieniu koncertów bardzo pomaga nam Boguś Majka, który zostaje nominalnym akustykiem zespołu. Wiosną 2008 Boguś dokonuje również pierwszych nagrań zespołu w warunkach studia domowego. Lepiej przygotowani nagrywamy jesienią 2008 pierwsze „Demo” przy pomocy Tomka Morawika. Materiał na demo zarejestrowany został w podziemiach Energoprojektu, które od jesieni 2007 stały się miejscem naszych prób.


















<br><b>Zaplecze techniczne:</b><br>
<b>Bogusław Majka</b><br>
<b>Funkcja: </b>akustyk<br />
<br>




<br>
Pokaż

Zaplecze techniczne:

Bogusław Majka
Funkcja: akustyk





Brak aktualności!

Link do strony:
[link]

Kontakt z osobą reprezentującą:

Klaudia Krupa

E-mail:
info@workaholic.org.pl

Telefon:
883 434 450


Imprezy tego użytkownika

Brak imprez

Imprezy dodane przez innych użytkowników

Brak imprez

Archiwum imprez

Albumy:

Avatar
Tytuł: To nie mój świat
Rok wydania: 2013
Czas albumu:



Avatar
Tytuł: Trzy piosenki w starym stylu nagrane na Kazimierzu
Rok wydania: 2012
Czas albumu:



Avatar
Tytuł: Kolejny piękny dzień
Rok wydania: 2011
Czas albumu:



Avatar
Tytuł: Workaholic i Przyjaciele
Rok wydania: 2011
Czas albumu:



Avatar
Tytuł: Paryż New York
Rok wydania: 2010
Czas albumu:



Avatar
Tytuł: Lepiej nie śpiewać za dużo
Rok wydania: 2009
Czas albumu:



Brak projektów!