MusicAider



Zapomniałeś hasła?

pl

AUTOMATYZER

Nie masz jeszcze konta? Dołącz do nas!Skorzystaj z Automatyzera
Rozpocznij

PROFIL UŻYTKOWNIKA - Agata Gałach - Wokalista

Avatar
Gatunki: Poezja śpiewana

nullnullnullnullnull

Statystyki wejść: 1161
Statystyki głosów:
1: 0%
2: 0%
3: 0%
4: 0%
5: 0%







Agata Gałach

Kraj: Polska

Województwo: świętokrzyskie

Miasto: Sandomierz

Gatunki: Poezja śpiewana


Informacje:


Historia:
Moje życie w piosence, moje życie w teatrze...


...zaczęło się od tego, że się urodziłam. Zdarzyło się to 23 stycznia 1985 roku
w prześlicznym Sandomierzu.
"Stokrotka"
"Już jako dziecko wykazywałam zdolności muzyczne. Śpiewałam wszystko co tylko słyszałam, a przede wszystkim mój ulubiony utwór "Cichosza" Grzegorza Turnaua. W pierwszej klasie podstawówki spełniło się moje pierwsze marzenie – po raz pierwszy stanęłam na scenie. Stało się tak ponieważ Barbara Wachowicz potrzebowała zucha, który zaśpiewa "Stokrotkę". Zostałam wytypowana z całej szkoły przez moją wychowawczynię. Byłam strasznie zestresowana, ale szczęśliwa.
Szkoła muzyczna
Po moim pierwszym występie rodzice bez zastanowienia zapisali mnie do szkoły muzycznej do klasy fortepianu. Ukończyłam szkołę, ale w grze na fortepianie nie odnalazłam swojego talentu. Rodzice jakby to przeczuwając od razu po zapisaniu do szkoły muzycznej otworzyli przede mną jeszcze jedną drogę i zaprowadzili mnie i moją siostrę do Marka Sochackiego - niezwykłego nauczyciela nie tylko śpiewu, ale również wrażliwości na piosenkę i jej tekst. Tak też zostałam członkiem Sandomierskiego Studia Piosenki i zakończyłam życie normalnego dziecka. Nie miałam już czasu na zabawę z rówieśnikami, ale robiłam to co mi się podobało najbardziej.
Sandomierskie Studio Piosenki
Na początku razem z siostrą tworzyłyśmy duet ZGAGA, co znaczyło nic innego jak: z Gałach Agatą Gałach Aneta. Jeździłyśmy na ogólnopolskie konkursy piosenki dziecięcej i wygrywałyśmy nie tylko dziecięce festiwale piosenki żeglarskiej. Należałyśmy też do zespołu "Dzieci kapitana Cooka". Ogólnie mówiąc śpiewałyśmy wszystko, co pisał dla nas Pan Marek, a było tego bardzo dużo. Mijały lata. Koleżanki z zespołu przychodziły i odchodziły. W końcu siostra powiedziała, że już nie chce. Ja nadal chciałam.
Pierwsza miłość – piosenka niezwykła
Tak też zaczęły się moje solowe poszukiwania, które szybko zostały zakończone pierwszym sukcesem. Pamiętam to jak dziś. Jeszcze gdy byłam w liceum Marek zabrał mnie na Biłgorajskie Spotkania z Poezja Śpiewaną i Piosenką Autorską. Tam w trakcie inauguracji festiwalu zakochałam się w piosence artystycznej i od razu powiedziałam: tak, chcę to robić! Odnalazłam swoją pierwszą drogę i otrzymałam "techniczne wsparcie talentu” - pierwszą nagrodę – strasznie ciężką cegłę do zbudowania czegoś wielkiego. Zaraz po tym pojechałam na "Smak”"do Myśliborza, gdzie poznałam wielu ludzi wierzących we mnie i gotowych mi pomóc w tej budowie. To piękne, że niektórzy wspierają mnie do dzisiaj.
ADHD
W czasie nauki w podstawówce, a potem w liceum zajmowałam się wieloma artystycznymi rzeczami. Oprócz Studia Piosenki śpiewałam w przykościelnej scholi, tańczyłam w zespole tańca dawnego w Chorągwi Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej i brałam tam również udział w małych projektach teatralnych. Jednak po poznaniu świata piosenki artystycznej wiedziałam, że chcę śpiewać. To było dla mnie najważniejsze. Będąc jeszcze w liceum, zdawałam więc do różnych szkół muzycznych II-go stopnia na śpiew. Chciałam się uczyć i rozwijać swoją pasję, ale z powodu młodego wieku nie było mi to dane. Po maturze postanowiłam, że chyba pora zejść na ziemię i zająć się tym co wszyscy, zdać na normalne studia. Dzisiaj mogę powiedzieć, że szczęście nawet wtedy mnie nie opuściło - nigdzie się nie dostałam.
Druga miłość - teatr
Nikt nigdy nie wierzył, że mogłabym być aktorką, z jednym wyjątkiem. Kiedy nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić Łukasz Rozpendowski, który prowadził wtedy zespół teatralny bractwa rycerskiego, do którego należałam, powiedział mi o krakowskim studiu aktorskim Lart i o tym, żebym spróbowała. I tak też się stało. Czesne było bardzo wysokie, życie też nie najtańsze. Ledwo co ubłagałam mamę. Zgodziła się. Musiałam sobie jakoś radzić. Oszczędzałam na wszystkim na czym się dało. Był to dla mnie zupełnie nowy świat i nowi ludzie, a ja całkowicie zielona. Nie zamierzałam tak jak wszyscy zdawać do szkół teatralnych. Teatr znałam tylko z podręczników i wycieczki szkolnej do Kielc. Chciałam tylko... Sama nie wiem czego chciałam. W każdym razie życie znowu mnie zaskoczyło. Na drugich zajęciach ze scen aktorskich prowadzonych przez aktora Darka Starczewskiego zostałam dosłownie "przeczołgana" przez scenę. Nieświadomie odkryłam wtedy w sobie coś nowego, ale jeszcze nie potrafiłam tego nazwać. Otworzyłam się na nowe oblicze sceny i nowe życie. Potrafiłam i chciałam tego doświadczać. Zakochałam się po raz drugi. Odnalazłam nową drogę i byłam szczęśliwa.
Piosenka + teatr = musical
Był to najbardziej pracowity okres w moim życiu. Wracając do domu cały swój czas poświęcałam na ćwiczenie scen i uczenie się monologów. Szybko stwierdziłam, że podobnie jak wszyscy z Lartu chcę zdawać do szkół teatralnych. Jednak jak się mówi "stara miłość nie rdzewieje" i przypominała mi o sobie kiedy tylko mogła. A ja nie potrafiłam tego pogodzić z teatrem. Nie umiałam połączyć tych dwóch miłości albo zdecydować się na jedną. Usłyszałam wtedy od kogoś o Studium Wokalno-Aktorskim w Gdyni i wszystko się rozwiązało – musiałam się tam dostać. Ku mojemu wielkiemu szczęściu tak też się stało.
Studium Wokalno-Aktorskie w Gdyni
Szkoła gdyńska dała mi bardzo dużo. Przede wszystkim dała mi doświadczenie pracy na scenie i nauczyła życia w zawodzie. Wyrzucona praktycznie od razu na szerokie wody gdyńskiego teatru przeżyłam wiele zwątpień, które jednak tylko mnie umocniły. "Co cię nie zabije, to cię wzmocni" albo "W teatrze się nie choruje, w teatrze się umiera!" - te słowa często można było usłyszeć nawet w ciemnych już korytarzach "Baduszkowej". Trudna droga, ale jaka ciekawa! Książkę możnaby napisać. Pokrótce i bez zbędnych emocji: już na pierwszym roku wbrew teatralnym zasadom mój rok, a muszę tu przyznać, że nie byle jaki rok, bo rok Profesora Grzegorza Chrapkiewicza, wziął udział w pierwszym spektaklu. Była to kontynuacja znanej "Kolędy nocki". Pamiętam jeszcze początek wspólnie śpiewanej pieśni: "Jesteśmy warci tego, by nie żreć zwyczajnie..." autorstwa Ernesta Brylla i Zygmunta Koniecznego. Następnie pod koniec pierwszego roku na jednym z pierwszych castingów w moim życiu zostałam zauważona przez Jana Szurmieja i tym samym znalazłam się w obsadzie musicalu "Zorba" granym na deskach sceny letniej gdyńskiego Teatru Gombrowicza. Drugi rok kojarzy mi się z "Fame", wyczerpującymi próbami na baletówce i z Jarosławem Stańkiem, któremu zawdzięczam to, że nauczyłam się tańczyć i odczuwać z tego radość (radość ducha w zmęczeniu ciała). Teatr stał się wtedy moim drugim domem. Biegałam po nim z zajęć lekcyjnych na próby i spektakle. Zawsze wspierała mnie w tym i dodawała siły moja "Pani od śpiewu" - Beata Koska. Dzięki niej odkryłam swój głosowy potencjał, także ten klasyczny, i to że uwielbiam śpiewać pieśni Czajkowskiego. Ważnym momentem w studium, o którym też nigdy nie zapomnę, było przygotowywanie wraz z Profesorem Chrapkiewiczem spektaklu "Trzy siostry" Czechova. Moja pierwsza całościowa rola Iriny dała mi miano ruskiej aktorki w oczach "Chrapy". Poczułam wtedy swoją świadomość sceniczną. Natomiast potencjał komediowy odkrył we mnie sam Jerzy Gruza obsadzając mnie w roli Bejki – najmłodszej córki Tewiego – w "Skrzypku na dachu". Nie mogłam trafić na lepszych nauczycieli.
Bejbi, Bejka i Bubulinka - „Samo szczęście”
Dzisiaj, dzięki wszystkim doświadczeniom i ludziom spotkanym na moich krętych drogach, jestem wykonawczynią piosenki artystycznej, aktorką scen muzycznych i szczęśliwą matką słów dobranych w pieśni i muzykę. Mam też na utrzymaniu kota imieniem Stefan. I chociaż w piosenkach smutno "śpiewam życie", całą moją dotychczasową przygodę można przypieczętować moimi przyszywanymi imionami: Bejbi, Bejka i Bubulinka oraz bubulinkowo-zorbową piosenką "Samo szczęście".

Dziękuje wszystkim, którzy nawet w najmniejszym stopniu się do tego przyczynili albo właśnie się przyczyniają.
Zdobyte nagrody:
"Finalistka XV konkursu „Pamiętajmy o Osieckiej"" (2012), Laureatka Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie (2009), Zdobywczyni I nagrody na Międzynarodowych Spotkaniach Muzycznych ""Poetyckie Rubieże"" w Gubinie (2011), Laureatka Nagrody Głównej w VII Łagodnych Spotkaniach Muzycznych „Muzyka i Środowisko"" w Gdańsku (2010), Trzykrotna zdobywczyni II nagrody podczas Ogólnopolskich Spotkań Młodych Autorów i Kompozytorów Piosenki „Smak"" w Myśliborzu (2006, 2008 i 2009), III miejsce i Nagroda Publiczności na Festiwalu Piosenki Poetyckiej
im. Jacka Kaczmarskiego „Nadzieja"" w Kołobrzegu (2010)"


Preferowane miejsca na koncerty i oczekiwane wynagrodzenie solo:

Kluby

Sale koncertowe

Plener

Imprezy zamknięte


Kraj: Polska
Województwo: świętokrzyskie
Miasto: Sandomierz

Strona WWW: http://agatagalach.com/

Historia:

Moje życie w piosence, moje życie w teatrze...


...zaczęło się od tego, że się urodziłam. Zdarzyło się to 23 stycznia 1985 roku
w prześlicznym Sandomierzu.
"Stokrotka"
"Już jako dziecko wykazywałam zdolności muzyczne. Śpiewałam wszystko co tylko słyszałam, a przede wszystkim mój ulubiony utwór "Cichosza" Grzegorza Turnaua. W pierwszej klasie podstawówki spełniło się moje pierwsze marzenie – po raz pierwszy stanęłam na scenie. Stało się tak ponieważ Barbara Wachowicz potrzebowała zucha, który zaśpiewa "Stokrotkę". Zostałam wytypowana z całej szkoły przez moją wychowawczynię. Byłam strasznie zestresowana, ale szczęśliwa.
Szkoła muzyczna
Po moim pierwszym występie rodzice bez zastanowienia zapisali mnie do szkoły muzycznej do klasy fortepianu. Ukończyłam szkołę, ale w grze na fortepianie nie odnalazłam swojego talentu. Rodzice jakby to przeczuwając od razu po zapisaniu do szkoły muzycznej otworzyli przede mną jeszcze jedną drogę i zaprowadzili mnie i moją siostrę do Marka Sochackiego - niezwykłego nauczyciela nie tylko śpiewu, ale również wrażliwości na piosenkę i jej tekst. Tak też zostałam członkiem Sandomierskiego Studia Piosenki i zakończyłam życie normalnego dziecka. Nie miałam już czasu na zabawę z rówieśnikami, ale robiłam to co mi się podobało najbardziej.
Sandomierskie Studio Piosenki
Na początku razem z siostrą tworzyłyśmy duet ZGAGA, co znaczyło nic innego jak: z Gałach Agatą Gałach Aneta. Jeździłyśmy na ogólnopolskie konkursy piosenki dziecięcej i wygrywałyśmy nie tylko dziecięce festiwale piosenki żeglarskiej. Należałyśmy też do zespołu "Dzieci kapitana Cooka". Ogólnie mówiąc śpiewałyśmy wszystko, co pisał dla nas Pan Marek, a było tego bardzo dużo. Mijały lata. Koleżanki z zespołu przychodziły i odchodziły. W końcu siostra powiedziała, że już nie chce. Ja nadal chciałam.
Pierwsza miłość – piosenka niezwykła
Tak też zaczęły się moje solowe poszukiwania, które szybko zostały zakończone pierwszym sukcesem. Pamiętam to jak dziś. Jeszcze gdy byłam w liceum Marek zabrał mnie na Biłgorajskie Spotkania z Poezja Śpiewaną i Piosenką Autorską. Tam w trakcie inauguracji festiwalu zakochałam się w piosence artystycznej i od razu powiedziałam: tak, chcę to robić! Odnalazłam swoją pierwszą drogę i otrzymałam "techniczne wsparcie talentu” - pierwszą nagrodę – strasznie ciężką cegłę do zbudowania czegoś wielkiego. Zaraz po tym pojechałam na "Smak”"do Myśliborza, gdzie poznałam wielu ludzi wierzących we mnie i gotowych mi pomóc w tej budowie. To piękne, że niektórzy wspierają mnie do dzisiaj.
ADHD
W czasie nauki w podstawówce, a potem w liceum zajmowałam się wieloma artystycznymi rzeczami. Oprócz Studia Piosenki śpiewałam w przykościelnej scholi, tańczyłam w zespole tańca dawnego w Chorągwi Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej i brałam tam również udział w małych projektach teatralnych. Jednak po poznaniu świata piosenki artystycznej wiedziałam, że chcę śpiewać. To było dla mnie najważniejsze. Będąc jeszcze w liceum, zdawałam więc do różnych szkół muzycznych II-go stopnia na śpiew. Chciałam się uczyć i rozwijać swoją pasję, ale z powodu młodego wieku nie było mi to dane. Po maturze postanowiłam, że chyba pora zejść na ziemię i zająć się tym co wszyscy, zdać na normalne studia. Dzisiaj mogę powiedzieć, że szczęście nawet wtedy mnie nie opuściło - nigdzie się nie dostałam.
Druga miłość - teatr
Nikt nigdy nie wierzył, że mogłabym być aktorką, z jednym wyjątkiem. Kiedy nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić Łukasz Rozpendowski, który prowadził wtedy zespół teatralny bractwa rycerskiego, do którego należałam, powiedział mi o krakowskim studiu aktorskim Lart i o tym, żebym spróbowała. I tak też się stało. Czesne było bardzo wysokie, życie też nie najtańsze. Ledwo co ubłagałam mamę. Zgodziła się. Musiałam sobie jakoś radzić. Oszczędzałam na wszystkim na czym się dało. Był to dla mnie zupełnie nowy świat i nowi ludzie, a ja całkowicie zielona. Nie zamierzałam tak jak wszyscy zdawać do szkół teatralnych. Teatr znałam tylko z podręczników i wycieczki szkolnej do Kielc. Chciałam tylko... Sama nie wiem czego chciałam. W każdym razie życie znowu mnie zaskoczyło. Na drugich zajęciach ze scen aktorskich prowadzonych przez aktora Darka Starczewskiego zostałam dosłownie "przeczołgana" przez scenę. Nieświadomie odkryłam wtedy w sobie coś nowego, ale jeszcze nie potrafiłam tego nazwać. Otworzyłam się na nowe oblicze sceny i nowe życie. Potrafiłam i chciałam tego doświadczać. Zakochałam się po raz drugi. Odnalazłam nową drogę i byłam szczęśliwa.
Piosenka + teatr = musical
Był to najbardziej pracowity okres w moim życiu. Wracając do domu cały swój czas poświęcałam na ćwiczenie scen i uczenie się monologów. Szybko stwierdziłam, że podobnie jak wszyscy z Lartu chcę zdawać do szkół teatralnych. Jednak jak się mówi "stara miłość nie rdzewieje" i przypominała mi o sobie kiedy tylko mogła. A ja nie potrafiłam tego pogodzić z teatrem. Nie umiałam połączyć tych dwóch miłości albo zdecydować się na jedną. Usłyszałam wtedy od kogoś o Studium Wokalno-Aktorskim w Gdyni i wszystko się rozwiązało – musiałam się tam dostać. Ku mojemu wielkiemu szczęściu tak też się stało.
Studium Wokalno-Aktorskie w Gdyni
Szkoła gdyńska dała mi bardzo dużo. Przede wszystkim dała mi doświadczenie pracy na scenie i nauczyła życia w zawodzie. Wyrzucona praktycznie od razu na szerokie wody gdyńskiego teatru przeżyłam wiele zwątpień, które jednak tylko mnie umocniły. "Co cię nie zabije, to cię wzmocni" albo "W teatrze się nie choruje, w teatrze się umiera!" - te słowa często można było usłyszeć nawet w ciemnych już korytarzach "Baduszkowej". Trudna droga, ale jaka ciekawa! Książkę możnaby napisać. Pokrótce i bez zbędnych emocji: już na pierwszym roku wbrew teatralnym zasadom mój rok, a muszę tu przyznać, że nie byle jaki rok, bo rok Profesora Grzegorza Chrapkiewicza, wziął udział w pierwszym spektaklu. Była to kontynuacja znanej "Kolędy nocki". Pamiętam jeszcze początek wspólnie śpiewanej pieśni: "Jesteśmy warci tego, by nie żreć zwyczajnie..." autorstwa Ernesta Brylla i Zygmunta Koniecznego. Następnie pod koniec pierwszego roku na jednym z pierwszych castingów w moim życiu zostałam zauważona przez Jana Szurmieja i tym samym znalazłam się w obsadzie musicalu "Zorba" granym na deskach sceny letniej gdyńskiego Teatru Gombrowicza. Drugi rok kojarzy mi się z "Fame", wyczerpującymi próbami na baletówce i z Jarosławem Stańkiem, któremu zawdzięczam to, że nauczyłam się tańczyć i odczuwać z tego radość (radość ducha w zmęczeniu ciała). Teatr stał się wtedy moim drugim domem. Biegałam po nim z zajęć lekcyjnych na próby i spektakle. Zawsze wspierała mnie w tym i dodawała siły moja "Pani od śpiewu" - Beata Koska. Dzięki niej odkryłam swój głosowy potencjał, także ten klasyczny, i to że uwielbiam śpiewać pieśni Czajkowskiego. Ważnym momentem w studium, o którym też nigdy nie zapomnę, było przygotowywanie wraz z Profesorem Chrapkiewiczem spektaklu "Trzy siostry" Czechova. Moja pierwsza całościowa rola Iriny dała mi miano ruskiej aktorki w oczach "Chrapy". Poczułam wtedy swoją świadomość sceniczną. Natomiast potencjał komediowy odkrył we mnie sam Jerzy Gruza obsadzając mnie w roli Bejki – najmłodszej córki Tewiego – w "Skrzypku na dachu". Nie mogłam trafić na lepszych nauczycieli.
Bejbi, Bejka i Bubulinka - „Samo szczęście”
Dzisiaj, dzięki wszystkim doświadczeniom i ludziom spotkanym na moich krętych drogach, jestem wykonawczynią piosenki artystycznej, aktorką scen muzycznych i szczęśliwą matką słów dobranych w pieśni i muzykę. Mam też na utrzymaniu kota imieniem Stefan. I chociaż w piosenkach smutno "śpiewam życie", całą moją dotychczasową przygodę można przypieczętować moimi przyszywanymi imionami: Bejbi, Bejka i Bubulinka oraz bubulinkowo-zorbową piosenką "Samo szczęście".

Dziękuje wszystkim, którzy nawet w najmniejszym stopniu się do tego przyczynili albo właśnie się przyczyniają.
Pokaż

O artyście:

<br>












<br><b>Historia:</b><br>
Moje życie w piosence, moje życie w teatrze...<br />
<br />
<br />
...zaczęło się od tego, że się urodziłam. Zdarzyło się to 23 stycznia 1985 roku<br />
w prześlicznym Sandomierzu.<br />
&quot;Stokrotka&quot;<br />
&quot;Już jako dziecko wykazywałam zdolności muzyczne. Śpiewałam wszystko co tylko słyszałam, a przede wszystkim mój ulubiony utwór &quot;Cichosza&quot; Grzegorza Turnaua. W pierwszej klasie podstawówki spełniło się moje pierwsze marzenie – po raz pierwszy stanęłam na scenie. Stało się tak ponieważ Barbara Wachowicz potrzebowała zucha, który zaśpiewa &quot;Stokrotkę&quot;. Zostałam wytypowana z całej szkoły przez moją wychowawczynię. Byłam strasznie zestresowana, ale szczęśliwa.<br />
Szkoła muzyczna<br />
Po moim pierwszym występie rodzice bez zastanowienia zapisali mnie do szkoły muzycznej do klasy fortepianu. Ukończyłam szkołę, ale w grze na fortepianie nie odnalazłam swojego talentu. Rodzice jakby to przeczuwając od razu po zapisaniu do szkoły muzycznej otworzyli przede mną jeszcze jedną drogę i zaprowadzili mnie i moją siostrę do Marka Sochackiego - niezwykłego nauczyciela nie tylko śpiewu, ale również wrażliwości na piosenkę i jej tekst. Tak też zostałam członkiem Sandomierskiego Studia Piosenki i zakończyłam życie normalnego dziecka. Nie miałam już czasu na zabawę z rówieśnikami, ale robiłam to co mi się podobało najbardziej.<br />
Sandomierskie Studio Piosenki<br />
Na początku razem z siostrą tworzyłyśmy duet ZGAGA, co znaczyło nic innego jak: z Gałach Agatą Gałach Aneta. Jeździłyśmy na ogólnopolskie konkursy piosenki dziecięcej i wygrywałyśmy nie tylko dziecięce festiwale piosenki żeglarskiej. Należałyśmy też do zespołu &quot;Dzieci kapitana Cooka&quot;. Ogólnie mówiąc śpiewałyśmy wszystko, co pisał dla nas Pan Marek, a było tego bardzo dużo. Mijały lata. Koleżanki z zespołu przychodziły i odchodziły. W końcu siostra powiedziała, że już nie chce. Ja nadal chciałam.<br />
Pierwsza miłość – piosenka niezwykła<br />
Tak też zaczęły się moje solowe poszukiwania, które szybko zostały zakończone pierwszym sukcesem. Pamiętam to jak dziś. Jeszcze gdy byłam w liceum Marek zabrał mnie na Biłgorajskie Spotkania z Poezja Śpiewaną i Piosenką Autorską. Tam w trakcie inauguracji festiwalu zakochałam się w piosence artystycznej i od razu powiedziałam: tak, chcę to robić! Odnalazłam swoją pierwszą drogę i otrzymałam &quot;techniczne wsparcie talentu” - pierwszą nagrodę – strasznie ciężką cegłę do zbudowania czegoś wielkiego. Zaraz po tym pojechałam na &quot;Smak”&quot;do Myśliborza, gdzie poznałam wielu ludzi wierzących we mnie i gotowych mi pomóc w tej budowie. To piękne, że niektórzy wspierają mnie do dzisiaj.<br />
ADHD<br />
W czasie nauki w podstawówce, a potem w liceum zajmowałam się wieloma artystycznymi rzeczami. Oprócz Studia Piosenki śpiewałam w przykościelnej scholi, tańczyłam w zespole tańca dawnego w Chorągwi Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej i brałam tam również udział w małych projektach teatralnych. Jednak po poznaniu świata piosenki artystycznej wiedziałam, że chcę śpiewać. To było dla mnie najważniejsze. Będąc jeszcze w liceum, zdawałam więc do różnych szkół muzycznych II-go stopnia na śpiew. Chciałam się uczyć i rozwijać swoją pasję, ale z powodu młodego wieku nie było mi to dane. Po maturze postanowiłam, że chyba pora zejść na ziemię i zająć się tym co wszyscy, zdać na normalne studia. Dzisiaj mogę powiedzieć, że szczęście nawet wtedy mnie nie opuściło - nigdzie się nie dostałam. <br />
Druga miłość - teatr<br />
Nikt nigdy nie wierzył, że mogłabym być aktorką, z jednym wyjątkiem. Kiedy nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić Łukasz Rozpendowski, który prowadził wtedy zespół teatralny bractwa rycerskiego, do którego należałam, powiedział mi o krakowskim studiu aktorskim Lart i o tym, żebym spróbowała. I tak też się stało. Czesne było bardzo wysokie, życie też nie najtańsze. Ledwo co ubłagałam mamę. Zgodziła się. Musiałam sobie jakoś radzić. Oszczędzałam na wszystkim na czym się dało. Był to dla mnie zupełnie nowy świat i nowi ludzie, a ja całkowicie zielona. Nie zamierzałam tak jak wszyscy zdawać do szkół teatralnych. Teatr znałam tylko z podręczników i wycieczki szkolnej do Kielc. Chciałam tylko... Sama nie wiem czego chciałam. W każdym razie życie znowu mnie zaskoczyło. Na drugich zajęciach ze scen aktorskich prowadzonych przez aktora Darka Starczewskiego zostałam dosłownie &quot;przeczołgana&quot; przez scenę. Nieświadomie odkryłam wtedy w sobie coś nowego, ale jeszcze nie potrafiłam tego nazwać. Otworzyłam się na nowe oblicze sceny i nowe życie. Potrafiłam i chciałam tego doświadczać. Zakochałam się po raz drugi. Odnalazłam nową drogę i byłam szczęśliwa.<br />
Piosenka + teatr = musical<br />
Był to najbardziej pracowity okres w moim życiu. Wracając do domu cały swój czas poświęcałam na ćwiczenie scen i uczenie się monologów. Szybko stwierdziłam, że podobnie jak wszyscy z Lartu chcę zdawać do szkół teatralnych. Jednak jak się mówi &quot;stara miłość nie rdzewieje&quot; i przypominała mi o sobie kiedy tylko mogła. A ja nie potrafiłam tego pogodzić z teatrem. Nie umiałam połączyć tych dwóch miłości albo zdecydować się na jedną. Usłyszałam wtedy od kogoś o Studium Wokalno-Aktorskim w Gdyni i wszystko się rozwiązało – musiałam się tam dostać. Ku mojemu wielkiemu szczęściu tak też się stało.<br />
Studium Wokalno-Aktorskie w Gdyni<br />
Szkoła gdyńska dała mi bardzo dużo. Przede wszystkim dała mi doświadczenie pracy na scenie i nauczyła życia w zawodzie. Wyrzucona praktycznie od razu na szerokie wody gdyńskiego teatru przeżyłam wiele zwątpień, które jednak tylko mnie umocniły. &quot;Co cię nie zabije, to cię wzmocni&quot; albo &quot;W teatrze się nie choruje, w teatrze się umiera!&quot; - te słowa często można było usłyszeć nawet w ciemnych już korytarzach &quot;Baduszkowej&quot;. Trudna droga, ale jaka ciekawa! Książkę możnaby napisać. Pokrótce i bez zbędnych emocji: już na pierwszym roku wbrew teatralnym zasadom mój rok, a muszę tu przyznać, że nie byle jaki rok, bo rok Profesora Grzegorza Chrapkiewicza, wziął udział w pierwszym spektaklu. Była to kontynuacja znanej &quot;Kolędy nocki&quot;. Pamiętam jeszcze początek wspólnie śpiewanej pieśni: &quot;Jesteśmy warci tego, by nie żreć zwyczajnie...&quot; autorstwa Ernesta Brylla i Zygmunta Koniecznego. Następnie pod koniec pierwszego roku na jednym z pierwszych castingów w moim życiu zostałam zauważona przez Jana Szurmieja i tym samym znalazłam się w obsadzie musicalu &quot;Zorba&quot; granym na deskach sceny letniej gdyńskiego Teatru Gombrowicza. Drugi rok kojarzy mi się z &quot;Fame&quot;, wyczerpującymi próbami na baletówce i z Jarosławem Stańkiem, któremu zawdzięczam to, że nauczyłam się tańczyć i odczuwać z tego radość (radość ducha w zmęczeniu ciała). Teatr stał się wtedy moim drugim domem. Biegałam po nim z zajęć lekcyjnych na próby i spektakle. Zawsze wspierała mnie w tym i dodawała siły moja &quot;Pani od śpiewu&quot; - Beata Koska. Dzięki niej odkryłam swój głosowy potencjał, także ten klasyczny, i to że uwielbiam śpiewać pieśni Czajkowskiego. Ważnym momentem w studium, o którym też nigdy nie zapomnę, było przygotowywanie wraz z Profesorem Chrapkiewiczem spektaklu &quot;Trzy siostry&quot; Czechova. Moja pierwsza całościowa rola Iriny dała mi miano ruskiej aktorki w oczach &quot;Chrapy&quot;. Poczułam wtedy swoją świadomość sceniczną. Natomiast potencjał komediowy odkrył we mnie sam Jerzy Gruza obsadzając mnie w roli Bejki – najmłodszej córki Tewiego – w &quot;Skrzypku na dachu&quot;. Nie mogłam trafić na lepszych nauczycieli.<br />
Bejbi, Bejka i Bubulinka - „Samo szczęście”<br />
Dzisiaj, dzięki wszystkim doświadczeniom i ludziom spotkanym na moich krętych drogach, jestem wykonawczynią piosenki artystycznej, aktorką scen muzycznych i szczęśliwą matką słów dobranych w pieśni i muzykę. Mam też na utrzymaniu kota imieniem Stefan. I chociaż w piosenkach smutno &quot;śpiewam życie&quot;, całą moją dotychczasową przygodę można przypieczętować moimi przyszywanymi imionami: Bejbi, Bejka i Bubulinka oraz bubulinkowo-zorbową piosenką &quot;Samo szczęście&quot;.<br />
<br />
Dziękuje wszystkim, którzy nawet w najmniejszym stopniu się do tego przyczynili albo właśnie się przyczyniają.
















<br><b>Zdobyte nagrody:</b><br>
&quot;Finalistka XV konkursu „Pamiętajmy o Osieckiej&quot;&quot; (2012), Laureatka Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie (2009), Zdobywczyni I nagrody na Międzynarodowych Spotkaniach Muzycznych &quot;&quot;Poetyckie Rubieże&quot;&quot; w Gubinie (2011), Laureatka Nagrody Głównej w VII Łagodnych Spotkaniach Muzycznych „Muzyka i Środowisko&quot;&quot; w Gdańsku (2010), Trzykrotna zdobywczyni II nagrody podczas Ogólnopolskich Spotkań Młodych Autorów i Kompozytorów Piosenki „Smak&quot;&quot; w Myśliborzu (2006, 2008 i 2009), III miejsce i Nagroda Publiczności na Festiwalu Piosenki Poetyckiej <br />
im. Jacka Kaczmarskiego „Nadzieja&quot;&quot; w Kołobrzegu (2010)&quot;<br />







<br>
Pokaż

Zdobyte nagrody:

"Finalistka XV konkursu „Pamiętajmy o Osieckiej"" (2012), Laureatka Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie (2009), Zdobywczyni I nagrody na Międzynarodowych Spotkaniach Muzycznych ""Poetyckie Rubieże"" w Gubinie (2011), Laureatka Nagrody Głównej w VII Łagodnych Spotkaniach Muzycznych „Muzyka i Środowisko"" w Gdańsku (2010), Trzykrotna zdobywczyni II nagrody podczas Ogólnopolskich Spotkań Młodych Autorów i Kompozytorów Piosenki „Smak"" w Myśliborzu (2006, 2008 i 2009), III miejsce i Nagroda Publiczności na Festiwalu Piosenki Poetyckiej
im. Jacka Kaczmarskiego „Nadzieja"" w Kołobrzegu (2010)"
Pokaż




Brak aktualności!

Telefon:
0501 019 855

Link do strony:
[link]


Imprezy tego użytkownika

Brak imprez

Imprezy dodane przez innych użytkowników

Brak imprez

Archiwum imprez

Brak projektów!