MusicAider



Forgot your password?

pl

AUTOMATIZER

Don't have an account? Join us!Try automatizer
Start

PROFIL UŻYTKOWNIKA - Grzegorz Tyszkiewicz - Wokalista

Avatar
Gatunki: żeglarska

nullnullnullnullnull

Statystyki wejść: 880
Statystyki głosów:
1: 0%
2: 0%
3: 0%
4: 0%
5: 0%







Grzegorz Tyszkiewicz "Gooroo"

Kraj: Polska

Województwo: warmińsko-mazurskie

Miasto: Bartoszyce

Gatunki: żeglarska


Informacje:


Historia:
Kto ja taki i o co mi w ogóle chodzi…
Mieszkam w Gdańsku. A przyszedłem na ten świat radosny 24 kwietnia 1965 r. w Bartoszycach. Podobno już jako dziecko wykazywałem zdolności muzyczne i chyba to spowodowało, że Rodzice zapisali mnie do klasy akordeonu w miejscowym Ognisku Muzycznym. Walka z instrumentem trwała całe 6 lat: trzy lata nauki w Bartoszycach i kolejne trzy w Olsztynie, dokąd się przeprowadziliśmy. Nauka gry na instrumencie dała mi podstawy techniki, harmonii i teorii muzyki, które to umiejętności przydały się później. Niestety, nie trafiłem na nauczycieli, którzy potrafiliby zaszczepić PASJĘ i MIŁOŚĆ do muzyki. Myślę, że sami nie lubili tego, co robią. Dlatego po jakimś czasie znielubiany instrument poszedł w kąt.
W międzyczasie zaczęła się moja przygoda z wodą; jako dziesięciolatek wstąpiłem do olsztyńskiego Klubu Płetwonurków „Koral”. Na jednym z letnich obozów na Mazurach, usłyszałem kolegów śpiewających piosenki przy akompaniamencie gitar i tak naprawdę dopiero od tego momentu zaczęła się moja przygoda z muzyką. Zdjąłem wtedy z szafy 7-strunową gitarę przywiezioną przez Ojca ze Związku Radzieckiego (dla niezorientowanych – obecnie Rosja, konkretnie – Litwa), wyprosiłem zakup nowych strun i rozpocząłem samodzielną, żmudną, nigdy nie kończącą się naukę gry na tym instrumencie. Uczyłem się, słuchałem, podpatrywałem, zbierałem śpiewniki, próbowałem grać, śpiewać, interpretować. Zakochany w Beatlesach, zauroczony piosenkami Simona i Garfunkela, nasiąkałem muzyką. Podczas nauki w Liceum Ogólnokształcącym w Olsztynie wyprosiłem u Rodziców kupno lepszego instrumentu.
Wtedy też zaczęła się moja przygoda z żeglowaniem: tym mazurskim (i trochę morskim) oraz pieszymi rajdami po Warmii i Mazurach. Jako „wolny strzelec” obdarzony przez Boga silnym głosem, w oryginalny sposób interpretujący znane i nieznane „towarzystwu” piosenki, zyskiwałem aprobatę i uznanie. Byłem osobą chętnie widzianą zarówno na mazurskich rejsach jak i na pieszych rajdach. W owych czasach założyłem dwa zespoliki, z którymi wystąpiłem na lokalnych przeglądach piosenki turystycznej „Bandonika”. Z sukcesami zresztą. Zawsze II miejsce, ale zawsze!
Potem trafiłem pod czułe i opiekuńcze skrzydła kolegów z olsztyńskiego klubu żeglarskiego „Nenufar”. Ich opieka i akceptacja sprawiły, że uwierzyłem, że coś potrafię i mogę zdziałać. Rozpoczęcie studiów w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni zapoczątkowało przygodę z szantami i piosenką żeglarską. Wraz z Darkiem Ślewą i Piotrkiem Bułasem, studentami WSM, stworzyliśmy kolejne formacje muzyczne, które na SHANTIES w Krakowie zaistniały i… przeminęły bez echa. No, może z małym echem. W 1986 roku zasiliłem szeregi trójmiejskiej formacji „Krewni i znajomi Królika”. Były to 2 lata pełne ciekawych doświadczeń muzycznych i osobistych. W tym samym 1986 roku rozpocząłem działalność w nowopowstałej, również trójmiejskiej szantowej grupie „PACKET”. Wraz z muzykami z „PACKETU” zbudowałem sukces zespołu, który zdobył główne nagrody na prawie wszystkich festiwalach i przeglądach piosenki żeglarskiej i szant w Polsce. Działalność w dwóch zespołach jednocześnie była bardzo ciekawym doświadczeniem: „PACKET” – to było solidne rzemiosło, „Króliki” – otarcie się o sztukę.
Po jakimś czasie opuściłem obydwie formacje. W 1989 roku, muzycy rozwiązanego PACKET-u stworzyli nową formację: „SMUGGLERS”. Wzięliśmy na własne barki odpowiedzialność za repertuar, losy własne i kolegów. Z całkowicie nowym repertuarem zespół Smugglers rozpoczął działalność w światku szant. Praca w SMUGGLERSACH była wspaniałym doświadczeniem. Zespół był moim ukochanym dzieckiem, jemu poświęcałem najwięcej czasu i uwagi. W przełomowym dla zespołu momencie: sukcesie odniesionym na Festiwalu Morskim w Kotce w Finlandii, gdzie SMUGGLERS po raz pierwszy zagrali z perkusją, postanowiłem odejść z zespołu i skończyć z muzyką. Wtedy nie potrafiłem dać z siebie więcej, spaliłem się emocjonalnie zbyt mocno angażując się w sprawy zespołu.
Pauzowałem 3 lata. Ale były to lata przemian i nowych inspiracji. Inni koledzy z zespołu SMUGGLERS, którzy wyjechali za chlebem do Anglii, zaopatrywali tych w kraju w płyty takich zespołów jak Fairport Convention, The Albion Band, Steelay Span, Chieftains, The Dubbliners i innych. Wspaniały wyspiarski folk-rock był dla mnie nową inspiracją i odkryciem.
W 1994 roku zostałem zaproszony przez organizatorów SHANTIES w Krakowie do festiwalowego Jury. Potem „Kopyść” w Białymstoku, potem solowe występy i … wróciłem na szantowe sceny. W 1995 roku reaktywowałem zespół SMUGGLERS. Grałem w Smugglersach do września 2006 roku.
Dzisiaj
występuję jako solista, w duetach, większych składach, tu i ówdzie zasiadam w jury, przygotowuję i prowadzę koncerty, biorę udział w różnych muzycznych przedsięwzięciach. Mimo zmarszczek na czole i rzedniejącej czupryny, wystrzegam się ciepłych kapci.

Preferowane miejsca na koncerty i oczekiwane wynagrodzenie solo:

Kluby

Sale koncertowe

Plener

Imprezy zamknięte


Kraj: Polska
Województwo: warmińsko-mazurskie
Miasto: Bartoszyce

Strona WWW: http://gooroo.art.pl/

Historia:

Kto ja taki i o co mi w ogóle chodzi…
Mieszkam w Gdańsku. A przyszedłem na ten świat radosny 24 kwietnia 1965 r. w Bartoszycach. Podobno już jako dziecko wykazywałem zdolności muzyczne i chyba to spowodowało, że Rodzice zapisali mnie do klasy akordeonu w miejscowym Ognisku Muzycznym. Walka z instrumentem trwała całe 6 lat: trzy lata nauki w Bartoszycach i kolejne trzy w Olsztynie, dokąd się przeprowadziliśmy. Nauka gry na instrumencie dała mi podstawy techniki, harmonii i teorii muzyki, które to umiejętności przydały się później. Niestety, nie trafiłem na nauczycieli, którzy potrafiliby zaszczepić PASJĘ i MIŁOŚĆ do muzyki. Myślę, że sami nie lubili tego, co robią. Dlatego po jakimś czasie znielubiany instrument poszedł w kąt.
W międzyczasie zaczęła się moja przygoda z wodą; jako dziesięciolatek wstąpiłem do olsztyńskiego Klubu Płetwonurków „Koral”. Na jednym z letnich obozów na Mazurach, usłyszałem kolegów śpiewających piosenki przy akompaniamencie gitar i tak naprawdę dopiero od tego momentu zaczęła się moja przygoda z muzyką. Zdjąłem wtedy z szafy 7-strunową gitarę przywiezioną przez Ojca ze Związku Radzieckiego (dla niezorientowanych – obecnie Rosja, konkretnie – Litwa), wyprosiłem zakup nowych strun i rozpocząłem samodzielną, żmudną, nigdy nie kończącą się naukę gry na tym instrumencie. Uczyłem się, słuchałem, podpatrywałem, zbierałem śpiewniki, próbowałem grać, śpiewać, interpretować. Zakochany w Beatlesach, zauroczony piosenkami Simona i Garfunkela, nasiąkałem muzyką. Podczas nauki w Liceum Ogólnokształcącym w Olsztynie wyprosiłem u Rodziców kupno lepszego instrumentu.
Wtedy też zaczęła się moja przygoda z żeglowaniem: tym mazurskim (i trochę morskim) oraz pieszymi rajdami po Warmii i Mazurach. Jako „wolny strzelec” obdarzony przez Boga silnym głosem, w oryginalny sposób interpretujący znane i nieznane „towarzystwu” piosenki, zyskiwałem aprobatę i uznanie. Byłem osobą chętnie widzianą zarówno na mazurskich rejsach jak i na pieszych rajdach. W owych czasach założyłem dwa zespoliki, z którymi wystąpiłem na lokalnych przeglądach piosenki turystycznej „Bandonika”. Z sukcesami zresztą. Zawsze II miejsce, ale zawsze!
Potem trafiłem pod czułe i opiekuńcze skrzydła kolegów z olsztyńskiego klubu żeglarskiego „Nenufar”. Ich opieka i akceptacja sprawiły, że uwierzyłem, że coś potrafię i mogę zdziałać. Rozpoczęcie studiów w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni zapoczątkowało przygodę z szantami i piosenką żeglarską. Wraz z Darkiem Ślewą i Piotrkiem Bułasem, studentami WSM, stworzyliśmy kolejne formacje muzyczne, które na SHANTIES w Krakowie zaistniały i… przeminęły bez echa. No, może z małym echem. W 1986 roku zasiliłem szeregi trójmiejskiej formacji „Krewni i znajomi Królika”. Były to 2 lata pełne ciekawych doświadczeń muzycznych i osobistych. W tym samym 1986 roku rozpocząłem działalność w nowopowstałej, również trójmiejskiej szantowej grupie „PACKET”. Wraz z muzykami z „PACKETU” zbudowałem sukces zespołu, który zdobył główne nagrody na prawie wszystkich festiwalach i przeglądach piosenki żeglarskiej i szant w Polsce. Działalność w dwóch zespołach jednocześnie była bardzo ciekawym doświadczeniem: „PACKET” – to było solidne rzemiosło, „Króliki” – otarcie się o sztukę.
Po jakimś czasie opuściłem obydwie formacje. W 1989 roku, muzycy rozwiązanego PACKET-u stworzyli nową formację: „SMUGGLERS”. Wzięliśmy na własne barki odpowiedzialność za repertuar, losy własne i kolegów. Z całkowicie nowym repertuarem zespół Smugglers rozpoczął działalność w światku szant. Praca w SMUGGLERSACH była wspaniałym doświadczeniem. Zespół był moim ukochanym dzieckiem, jemu poświęcałem najwięcej czasu i uwagi. W przełomowym dla zespołu momencie: sukcesie odniesionym na Festiwalu Morskim w Kotce w Finlandii, gdzie SMUGGLERS po raz pierwszy zagrali z perkusją, postanowiłem odejść z zespołu i skończyć z muzyką. Wtedy nie potrafiłem dać z siebie więcej, spaliłem się emocjonalnie zbyt mocno angażując się w sprawy zespołu.
Pauzowałem 3 lata. Ale były to lata przemian i nowych inspiracji. Inni koledzy z zespołu SMUGGLERS, którzy wyjechali za chlebem do Anglii, zaopatrywali tych w kraju w płyty takich zespołów jak Fairport Convention, The Albion Band, Steelay Span, Chieftains, The Dubbliners i innych. Wspaniały wyspiarski folk-rock był dla mnie nową inspiracją i odkryciem.
W 1994 roku zostałem zaproszony przez organizatorów SHANTIES w Krakowie do festiwalowego Jury. Potem „Kopyść” w Białymstoku, potem solowe występy i … wróciłem na szantowe sceny. W 1995 roku reaktywowałem zespół SMUGGLERS. Grałem w Smugglersach do września 2006 roku.
Dzisiaj
występuję jako solista, w duetach, większych składach, tu i ówdzie zasiadam w jury, przygotowuję i prowadzę koncerty, biorę udział w różnych muzycznych przedsięwzięciach. Mimo zmarszczek na czole i rzedniejącej czupryny, wystrzegam się ciepłych kapci.
Pokaż

O artyście:

<br>












<br><b>Historia:</b><br>
Kto ja taki i o co mi w ogóle chodzi…<br />
Mieszkam w Gdańsku. A przyszedłem na ten świat radosny 24 kwietnia 1965 r. w Bartoszycach. Podobno już jako dziecko wykazywałem zdolności muzyczne i chyba to spowodowało, że Rodzice zapisali mnie do klasy akordeonu w miejscowym Ognisku Muzycznym. Walka z instrumentem trwała całe 6 lat: trzy lata nauki w Bartoszycach i kolejne trzy w Olsztynie, dokąd się przeprowadziliśmy. Nauka gry na instrumencie dała mi podstawy techniki, harmonii i teorii muzyki, które to umiejętności przydały się później. Niestety, nie trafiłem na nauczycieli, którzy potrafiliby zaszczepić PASJĘ i MIŁOŚĆ do muzyki. Myślę, że sami nie lubili tego, co robią. Dlatego po jakimś czasie znielubiany instrument poszedł w kąt.<br />
W międzyczasie zaczęła się moja przygoda z wodą; jako dziesięciolatek wstąpiłem do olsztyńskiego Klubu Płetwonurków „Koral”. Na jednym z letnich obozów na Mazurach, usłyszałem kolegów śpiewających piosenki przy akompaniamencie gitar i tak naprawdę dopiero od tego momentu zaczęła się moja przygoda z muzyką. Zdjąłem wtedy z szafy 7-strunową gitarę przywiezioną przez Ojca ze Związku Radzieckiego (dla niezorientowanych – obecnie Rosja, konkretnie – Litwa), wyprosiłem zakup nowych strun i rozpocząłem samodzielną, żmudną, nigdy nie kończącą się naukę gry na tym instrumencie. Uczyłem się, słuchałem, podpatrywałem, zbierałem śpiewniki, próbowałem grać, śpiewać, interpretować. Zakochany w Beatlesach, zauroczony piosenkami Simona i Garfunkela, nasiąkałem muzyką. Podczas nauki w Liceum Ogólnokształcącym w Olsztynie wyprosiłem u Rodziców kupno lepszego instrumentu.<br />
Wtedy też zaczęła się moja przygoda z żeglowaniem: tym mazurskim (i trochę morskim) oraz pieszymi rajdami po Warmii i Mazurach. Jako „wolny strzelec” obdarzony przez Boga silnym głosem, w oryginalny sposób interpretujący znane i nieznane „towarzystwu” piosenki, zyskiwałem aprobatę i uznanie. Byłem osobą chętnie widzianą zarówno na mazurskich rejsach jak i na pieszych rajdach. W owych czasach założyłem dwa zespoliki, z którymi wystąpiłem na lokalnych przeglądach piosenki turystycznej „Bandonika”. Z sukcesami zresztą. Zawsze II miejsce, ale zawsze!<br />
Potem trafiłem pod czułe i opiekuńcze skrzydła kolegów z olsztyńskiego klubu żeglarskiego „Nenufar”. Ich opieka i akceptacja sprawiły, że uwierzyłem, że coś potrafię i mogę zdziałać. Rozpoczęcie studiów w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni zapoczątkowało przygodę z szantami i piosenką żeglarską. Wraz z Darkiem Ślewą i Piotrkiem Bułasem, studentami WSM, stworzyliśmy kolejne formacje muzyczne, które na SHANTIES w Krakowie zaistniały i… przeminęły bez echa. No, może z małym echem. W 1986 roku zasiliłem szeregi trójmiejskiej formacji „Krewni i znajomi Królika”. Były to 2 lata pełne ciekawych doświadczeń muzycznych i osobistych. W tym samym 1986 roku rozpocząłem działalność w nowopowstałej, również trójmiejskiej szantowej grupie „PACKET”. Wraz z muzykami z „PACKETU” zbudowałem sukces zespołu, który zdobył główne nagrody na prawie wszystkich festiwalach i przeglądach piosenki żeglarskiej i szant w Polsce. Działalność w dwóch zespołach jednocześnie była bardzo ciekawym doświadczeniem: „PACKET” – to było solidne rzemiosło, „Króliki” – otarcie się o sztukę.<br />
Po jakimś czasie opuściłem obydwie formacje. W 1989 roku, muzycy rozwiązanego PACKET-u stworzyli nową formację: „SMUGGLERS”. Wzięliśmy na własne barki odpowiedzialność za repertuar, losy własne i kolegów. Z całkowicie nowym repertuarem zespół Smugglers rozpoczął działalność w światku szant. Praca w SMUGGLERSACH była wspaniałym doświadczeniem. Zespół był moim ukochanym dzieckiem, jemu poświęcałem najwięcej czasu i uwagi. W przełomowym dla zespołu momencie: sukcesie odniesionym na Festiwalu Morskim w Kotce w Finlandii, gdzie SMUGGLERS po raz pierwszy zagrali z perkusją, postanowiłem odejść z zespołu i skończyć z muzyką. Wtedy nie potrafiłem dać z siebie więcej, spaliłem się emocjonalnie zbyt mocno angażując się w sprawy zespołu.<br />
Pauzowałem 3 lata. Ale były to lata przemian i nowych inspiracji. Inni koledzy z zespołu SMUGGLERS, którzy wyjechali za chlebem do Anglii, zaopatrywali tych w kraju w płyty takich zespołów jak Fairport Convention, The Albion Band, Steelay Span, Chieftains, The Dubbliners i innych. Wspaniały wyspiarski folk-rock był dla mnie nową inspiracją i odkryciem.<br />
W 1994 roku zostałem zaproszony przez organizatorów SHANTIES w Krakowie do festiwalowego Jury. Potem „Kopyść” w Białymstoku, potem solowe występy i … wróciłem na szantowe sceny. W 1995 roku reaktywowałem zespół SMUGGLERS. Grałem w Smugglersach do września 2006 roku.<br />
Dzisiaj<br />
występuję jako solista, w duetach, większych składach, tu i ówdzie zasiadam w jury, przygotowuję i prowadzę koncerty, biorę udział w różnych muzycznych przedsięwzięciach. Mimo zmarszczek na czole i rzedniejącej czupryny, wystrzegam się ciepłych kapci.























<br>
Pokaż




Brak aktualności!

Telefon:
603 080 642

Link do strony:
[link]


Imprezy tego użytkownika

Brak imprez

Imprezy dodane przez innych użytkowników

Brak imprez

Archiwum imprez

Albumy:

Avatar
Tytuł: To mi gra
Rok wydania:
Czas albumu:



Brak projektów!